- Jesy? No chodź... Spóźnimy się. - powiedziałem i spuściłem głowę w dół. Właśnie wybieraliśmy się na pierwszą kolację do jej rodziców, na której mam być uroczyście przedstawiony jako najczystszy i najświętszy chłopak na ziemi, który jako swoją dziewczynę bierze Jes, która ma 20 milionów dolarów na koncie. Hm, co do tego najczystszego... zwątpiłbym.
Ślepo wpatrywałem się w swoje buty, jakby to było coś bardzo interesującego i myślałem o Destiny. Destiny to moja przyjaciółka z liceum. Bardzo się z nią zżyłem. Przechodziłem z nią najgorsze chwile, jak i ona ze mną. Aczkolwiek, ostatnio zrobiła coś, czego nie powinna. Nigdy w życiu nie powinno dojść do tego między nami. Jessica nie wie o wszystkim co się stało, ale niestety moja mama się dowiedziała.
Coś wpadło do mojej skrzynki pocztowej. Mnóstwo reklam, ulotek, ale było tam coś, co ani trochę nie upodabniało się do koperty, ani nawet do kolorowej ulotki. Był to kawałek papieru złożony w kostkę, wymięty. Delikatnie ''to'' rozłożyłem i zacząłem czytać. Rządek po rządku, zdanie po zdaniu. Brązowe włosy opadły mi na czoło. Łza po łzie, oddech po oddechu. Czułem, że to już koniec. Ona mogła nie żyć.
-Destiny-szepnąłem. W środku zrobiło się krucho. Pękam od środka.
- Luke - powiedziała załamanym głosem.
- Co?
- Kochasz mnie?
- Nie wiem, czy potrafię.
- A pokochasz?
- Nie wiem.
- Luke...
- Co?
-Powiedz mi, czemu.
- Co czemu?
- Dlaczego ludzie nie doceniają tego co mają i próbują odebrać sobie życie? Dlaczego nie cieszymy się swoimi oddechami i biciami serca? Wciąż czekamy, aż coś nam pozwoli odebrać sobie to wszystko.
- I co w związku z tym? - westchnął Luke.
- Mamy po prostu to w naturze - kontynuowała lekko szarpiąc za kroplówkę - Nie potrafimy żyć osobno, ale też razem. Nie lubimy, wręcz nienawidzimy tego, kim jesteśmy. Powiedz... w tym momencie. Co do mnie czujesz?
- Całkowicie nic. - spuścił głowę.
- Więc mi pomóż.
- W czym?
- Nie chcę więcej żyć w tej pieprzonej samotności. Pomóż mi się zabić, Luke... - załamał jej się głos.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz